sobota, 6 stycznia 2018

,,Nie da się dobrze zrozumieć teraźniejszości, nie wiedząc, co było przedtem." - wywiad z Renatą Kosin autorką ,,Jedwabnych rękawiczek"



 
,,Jedwabne rękawiczki" to powieść o tajemnicach przeszłości, i cenie jaką trzeba zapłacić za ich poznanie. Dlaczego tak bardzo nurtuje cię przeszłość, nie łatwiej skupić się na teraźniejszości?

Moim zdaniem nie da się dobrze zrozumieć teraźniejszości, nie wiedząc, co było przedtem. Zwykle coś tę teraźniejszość kształtuje na przestrzeni wielu lat, sprawia, że jest taka, a nie inna. Według mnie warto jest wiedzieć, jak zadziałał ten mechanizm, żeby w przyszłości nie powtórzyć niechcianych błędów, swoich i cudzych. Albo też zupełnie na odwrót. Powtórzyć coś, co nas lub kogoś innego uszczęśliwiło.


Przeczytałam na twojej stronie, że inspiracją do napisania powieści było ,,krzesło". W jakich okolicznościach pojawił się w twoim domu blisko 200 letni mebel?

Krzesło zainspirowało mnie do osadzenia części powieści w domu, w którym je znalazłam. Należało (oczywiście razem z domem) do dziadka mojego męża. Zauważył, jak bardzo mi się podoba i niedługo przed tym, jak odszedł, podarował mi je wraz z o połowę młodszą (bo zaledwie stuletnią ;)) ogromnych rozmiarów Biblią, która zainspirowała mnie z kolei do napisania Tajemnic Luizy Bein. Prezenty były dla mnie wielką niespodzianką, ponieważ przyjechały w bagażniku samochodu u kogoś, kto akurat miał po drodze, co wcale nie było łatwe, wiózł je aż z Francji.

Akcja powieści rozgrywa się w trzech miejscach, zarówno na mapie Polski, jak i Francji. Czy to przypadkowy wybór?

Wybór nie jest absolutnie przypadkowy, każde z tych miejsc istnieje naprawdę i jest dla mnie z jakiegoś powodu ważne.

Pierwsze to dom dziadka Bruna w Tergnier, ten sam w którym znalazłam krzesło. Chyba nigdy w życiu żaden inny nie zrobił na mnie tak ogromnego wrażenia. Dziadek wprowadził się do niego z rodzicami, kiedy był mały, czyli w dwudziestoleciu międzywojennym. Od tamtej pory NIC w nim nie zmieniono, dobudowano jedynie łazienkę. W pokoju dziecięcym nadal znajdowały się mebelki córek dziadka, obecnie ponad siedemdziesięcioletnich. W Jedwabnych rękawiczkach” opisałam prawie wszystko zgodnie z prawdą, (przeniosłam jedynie na górę ową łazienkę), podałam też dokładny adres domu, więc można go znaleźć na mapie Google i obejrzeć między innymi niebieskie okiennice, o których jest mowa w opisie książki.

Drugim miejscem jest pewne niezwykłe (o tym więcej w powieści) mieszkanie w kamienicy na ulicy Rudawskiej w Warszawie, w którym miałam przyjemność kiedyś mieszkać. Wzmianka o stuletnim fortepianie, kaflowych piecach na prąd i oryginalnej łazience ze śladami po wojennym pożarze i wanną na lwich łapach nie jest przypadkowa i jak najbardziej pokrywa się z rzeczywistością.

Trzecie miejsce, to moje rodzinne miasteczko, prawdziwe, takie, jakie jest teraz i było kiedyś. Z kolei dom, który podarowałam bohaterom powstał jedynie w mojej wyobraźni.

A tytuł? Teraz już nie mam wątpliwości, że wydarzenia z lipca 1941 roku są z nim powiązane. Nie obawiałaś się poruszenia tak trudnego tematu w powieści obyczajowej?

Tytuł jest bardzo ważny, bo ma aż trzy różne znaczenia.

Pierwsze ze względu na ukrytą w nim nazwę miasteczka, w którym rozgrywa się ważna część akcji. Tematu jedwabieńskiego pogromu oczywiście obawiałam się, i to bardzo, jednak z zupełnie innych względów (wydarzenia miały miejsce w moim rodzinnym mieście), i właśnie dlatego ubrałam to w powieść obyczajową z elementem sensacyjno-kryminalnym i wątkiem romantycznym, by łatwiej było mi o tym napisać. A podjęłam się tego, ponieważ czułam, że prędzej czy później i tak będę musiała o zrobić. To był taki trudny do wytłumaczenia wewnętrzny przymus.

Drugie znaczenie to w pewnym sensie metafora i dotyczy powiedzenia o robieniu czegoś w jedwabnych rękawiczkach.

Natomiast trzecie jest najbardziej oczywiste, bo w powieści pojawiają się prawdziwe jedwabne rękawiczki z wyhaftowanym na nich tajemniczym symbolem.

Co stanowiło dla Ciebie największe wyzwanie? Zdaje się, że do napisania tej powieści przygotowywałaś się bardzo długo.

Największym wyzwaniem było czytanie o rzeczach i sprawach, o których czasami tak naprawdę nie miałam ochoty czytać, zwłaszcza wieczorami. ;) Jeden z wątków powieści został oparty na pewnej mało znanej przepowiedni z 1904 roku, bardzo kontrowersyjnego autora. Jej treść wprawiła mnie w prawdziwe osłupienie i konsternację. Niestety nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale obiecuję sporo wrażeń z tych związanych w powieści.

A gdybyś miała opisać odbiorcę ,,Jedwabnych rękawiczek"?

Odbiorcą nie tylko Jedwabnych rękawiczek”, ale też pozostałych moich powieści (z wyjątkiem Alei Siódmego Anioła”, bo to zupełnie inna historia”, nietypowa dla mnie również pod względem językowym), jest czytelnik, który nie lubi być bierny. Ktoś, kto nie chce opowiedzianej ot tak” jakiejś historii, ponieważ znacznie bardziej interesuje go to, co może sam sobie wyczytać między wierszami, a czasem nawet dopowiedzieć. Bardziej niż zwykłym obserwatorem woli być czynnym współtwórcą opowieści. Uwielbia, gdy w książce dużo (a nawet za dużo) się dzieje, lubi zagadki i tajemnice (najlepiej dużo skomplikowanych zagadek i zaskakujących tajemnic), stara się uczestniczyć w ich rozwiązywaniu, analizować i szukać wyjaśnień wspólnie z bohaterami, a nawet wyprzedzać ich o krok.

Ważne jest też dla niego, by miał o czym myśleć i nad czym się zastanawiać jeszcze długo po skończeniu lektury.
 
,,Jedwabne rękawiczki" Renaty Kosin już w sprzedaży.
 
 
TOP