sobota, 7 października 2017

,,Każdy fakt można interpretować różnorako." - wywiad z Agnieszką Walczak-Chojecką autorką Sagi Bałkańskiej


Agnieszko, jakie uczucia towarzyszą Ci w związku z premierą III tomu Sagi Bałkańskiej ,,Nie czas na pożegnanie"? Szczęście, satysfakcja, żal że to już koniec, czy może ekscytacja przed następną literacką przygodą?
Chyba wszystkie na raz. To taki mocny koktajl stworzony z tego, co wymieniłaś.

Ale emocje są, prawda?
Oczywiście, jak przy każdej premierze, bo to zetknięcie się swoich własnych wyobrażeń o książce z tym, jak odbierają ją czytelnicy. Cieszę się, że udało mi się dobrnąć do końca mojej bałkańskiej opowieści i wykonać wcale niełatwe dla mnie zadanie, czyli napisać trzytomową powieść z faktami historycznymi w tle. Ale jest mi też trochę żal rozstawać się z bohaterami, z którymi bardzo mocno się zżyłam.


Sagę pisałaś dwa lata. To jak wspomniałaś było to nie tylko kreowanie fikcyjnej opowieści, ale przede wszystkim zmaganie się z faktami, realnymi emocjami. To było najtrudniejsze?
Chyba tak, bo saga opowiada o niezwykle trudnych, choć nie tak dawnych czasach, dotyka prawdziwych i bardzo bolesnych dla mieszkańców byłej Jugosławii zdarzeń. Najtrudniej pisało mi się pierwszy tom. To na nim uczyłam się nanizywać wymyśloną historię na stelaż z historii przez wielkie „H”, opowiadać o realnych miejscach i wydarzeniach, ale przez pryzmat wymyślonych książkowych postaci.

Wiem, że Twoja wiedza na temat historii Bałkanów jest duża, ale czy mimo to analizowałaś fakty z historykami?
Przy pisaniu sagi posiłkowałam się przede wszystkim rozmowami ze zwykłymi ludźmi, którzy przeżyli wojnę na Bałkanach, a także wiedzą zgromadzoną z przeczytanych reportaży i obejrzanych filmów dokumentalnych. Starałam się nie interpretować faktów historycznych, a wyłącznie je przedstawiać. Rozmowa z Ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w Sarajewie panem Andrzejem Krawczykiem, który jest nie tylko dyplomatą, ale i historykiem, uświadomiła mi, że każdy fakt można interpretować różnorako. W zależności od tego, czyją perspektywę się przyjmie, to znaczy której z nacji.

O tym właśnie pomyślałam, każda ze stron konfliktu, musi mieć swoje racje. Trudno Tobie, jako autorce było nie polemizować z każdą ze stron?
Pisząc sagę, bardzo starałam się nie oceniać. Zależało mi przede wszystkim na tym, by pokazać, co dzieje się z jednostką wciągniętą wbrew własnej woli w wir politycznych zdarzeń. Moja historia opowiedziana jest z punktu widzenia pojedynczych osób – Jasminy i Dragana, ich rodzin i przyjaciół. To opowieść o ludziach i o uczuciach, tych najbardziej pierwotnych: miłości i nienawiści. Chciałam też, żeby moja saga miała pewien wydźwięk uniwersalny, bo owszem, pisałam w niej o konkretnym konflikcie, tym który rozegrał się w byłej Jugosławii, ale mechanizmy rodzenia się nienawiści są takie same od wieków. I niestety cały czas żywe

Przyznaję, że czytając Twoją powieść myślałam o aktualnej sytuacji politycznej, w której najbardziej cierpią zwyczajni obywatele. Ale przecież wojna zmienia ludzi. Ci, którzy teraz twierdzą, że nie liczą się dla nich podziały, a wszyscy jesteśmy równi w obliczu zagrożenia mogą przewartościować swoje poglądy. Czy to też udało Ci się w sadze ukazać?
Mam nadzieję. Choćby poprzez postać Marko, brata Jasminy. On właśnie jest typowym przykładem osoby, która z przyjaciela stała się wrogiem i która pod wpływem wojennych  przeżyć zmienia światopogląd.

Oprócz wojny, która otacza bohaterów jest przecież też mocny wątek miłości. Trudnej, obarczonej bagażem, ale może przez to jeszcze piękniejszej? Trudno pisać o miłości książki, które romansami nie są?
Hm... Pytanie co to jest romans? Nazwałam moją trylogię sagą, ponieważ opowiada  o losach grupy ludzi odmalowanych na szerokim tle społeczno-historycznym i właśnie nie jest tylko opowieścią o miłości, choć walka o miłość, jest w niej najważniejszym wątkiem. 

W posłowiu wspominasz, że starałaś się zapanować nad śmiałym rozpoetyzowaniem.. A jednak cała historia ma tego znamiona. Opowiesz nam trochę o poezji, która znalazła swoje miejsce w tej sadze?
Od poezji u mnie wszystko się zaczęło. Gdy miałam pięć lat, podyktowałam swój pierwszy wiersz mamie. Potem były następne i następne. Więc ta poetyckość jest we mnie od zawsze nic dziwnego, że czuć ją w moim stylu. Mój tata, literat, którego bardzo cenię, czasem przestrzega mnie, żebym nie poetyzowała za bardzo, bo lepiej pisać prozę oszczędnie, ważyć każde słowo. Staram się brać sobie jego uwagi do serca. Z drugiej strony wiem, że moi czytelnicy lubią poetyckiego ducha. Dlatego na kartach sagi mogą znaleźć wiersze i teksty piosenek, nie tylko moje, lecz także autorów z terenów byłej Jugosławii i mojego taty.

Nadałaś swojej prozie bardzo charakterystyczne cechy. Podróże, tematy społeczne i właśnie zamiłowanie do sztuki. Czy w kolejnej książce też pójdziesz w tym kierunku? 
O widzę, że nie obędzie się bez wyciągania informacji o moje literackie plany, ha, ha

Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała.
A ja piszę chwilowo głównie prace domowe na roczny kurs scenariopisarstwa, na który uczęszczam. Oczywiście żartuję, bo mam w głowie kolejną książkę i już się przygotowuję do jej napisania i będzie to oczywiście opowieść o... artyście. A jakżeby inaczej?

Scenariopisarstwo? Czyżbyśmy o czymś nie wiedzieli? 
Mam wielkie marzenie, by kiedyś zobaczyć na kinowym ekranie film z moim scenariuszem. Byłam w zeszłym roku z córką na festiwalu filmowym w Gdyni i obiecałam jej, że kiedyś na niego wrócimy na "mój" film. A marzeniom trzeba pomagać. Stąd ten kurs. 

Kolejna powieść będzie realizowana w realiach Polski czy znowu zabierzesz nas w literacką podróż? 
Jak wiesz Justynko, u mnie zawsze jest jakaś podróż, więc na pewno będzie i tym razem.

Z Agnieszką Walczak-Chojecką rozmawiała Justyna Chaber




TOP