sobota, 22 kwietnia 2017

"Literatura powinna działać jak balsam" - wywiad z Agnieszką Krawczyk

Fot. Julia Pająk
W jednym z wywiadów powiedziałaś, że widzisz świat zapachami, kolorami... To chwyt marketingowy na potrzeby promocji czy autentyczna zdolność?
Myślisz, że ktoś mógłby wymyślić taki chwyt promocyjny? U mnie jest to akurat naturalna zdolność. Jako dziecko myślałam, że to jest najzupełniej typowa umiejętność i byłam zaskoczona, kiedy dowiadywałam się, że inne osoby w ten sposób nie postrzegają świata. Coś takiego było chyba opisane w „Harrym Potterze”, gdy Harry posługuje się mową węży i jest mocno zdumiony, kiedy Hermiona uświadamia mu, że to bardzo rzadki dar. Później przez długi czas uważałam, że to dziwne, jakoś nietypowe i nie bardzo się chwaliłam tą zdolnością synestezji. Wreszcie, mając 16 lat przeczytałam sonet Arthura Rimbauda „Samogłoski” i bardzo mi ulżyło, że „nie tylko ja tak mam”. Jako humorystyczną ciekawostkę dodam, że w międzyczasie dowiedziałam się z jakiegoś (przestarzałego zresztą mocno) podręcznika psychologii, że synestezja to rodzaj „defektu mózgu”, więc było się czego bać! Mówiąc już poważnie, nigdy mi ta zdolność nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie uważam ją za dużą wartość w swoim życiu.


Po przeczytaniu twoich książek nie mam co do tego wątpliwości, choć przyznaję, że pierwszy raz się z tym spotkałam! A powiedz mi, łatwiej ci dzięki temu dostrzegać magię, która kryje się w zwyczajnej chwili?
Myślę, że tak. Chyba łatwiej mi to po prostu opisać. Ale - ponieważ tak jak mówiłam - jest to dla mnie zupełnie normalny sposób postrzegania świata, nie mam za bardzo porównania. To nie jest zdolność, którą można po prostu wyłączyć. Z mojego punktu widzenia świat jest pełniejszy, bogatszy, ma wiele wymiarów, przestrzeń się rozszerza. Staram się po prostu pokazać czytelnikowi, za pomocą opisów, jak ja widzę rzeczywistość. Wprowadzić go w ten świat kolorów, zapachów i dźwięków. Opisałam to bardzo dokładnie w „Dolinie mgieł i róż”, bo tam udzieliłam tej zdolności Sabinie Południewskiej. 

Właśnie tym, mnie i setki czytelniczek, oczarowałaś! Przyznaję, że trochę chciałam Cię podpuścić. Twoje książki autentycznie wpływają na wyobraźnię, odbiera się je wieloma zmysłami. Nie ma w tym ściemy. Piszesz o pięknych miejscach, urokach prowincji, a sama mieszkasz w Krakowie, gdzie roi się od turystów. To Twój sposób na zachowanie równowagi?
Może zacznę od tego, że piszę książki, które sama bym chciała przeczytać. Mieszkam w wielkim mieście, rzeczywiście pełnym ludzi: studentów i turystów, co mnie zupełnie nie męczy. Kocham Kraków i nie wyobrażam sobie innego miejsca dla siebie na stałe. Co nie znaczy, że nie ciągnie mnie do małych miasteczek i na wieś. Doceniam ich niepowtarzalny urok, czar, którego nie mają metropolie. Nie wiem, czy to sposób na zachowanie równowagi, ale na pewno próba podkreślenia, że piękno jest wszędzie wokół nas, czas je dostrzec i zauważyć.

Myślisz, że tego nie potrafimy? Że umyka nam czar codzienności?
Trochę nam umyka. Wciąga nas wir życia, tempo kolejnych dni jest zawrotne. Wydaje mi się, że wiele osób nie ma czasu na chwilę wytchnienia i zachwytu nad codziennością. Może nawet nie pozwalamy sobie na to, pochłonięci obowiązkami? Powinniśmy jednak zrobić to dla siebie i przystanąć w tym biegu. Po to są właśnie czary codzienności.

Twoja saga, której III tom "Słoneczna przystań" ukaże się 26 kwietnia, doskonale to pokazuje. Chociażby na przykładzie Agaty, która odeszła z pracy w korporacji. Nie oznacza to, że spoczęła na laurach, co wielu mogłoby przyjść na myśli. Ona zaczęła dostrzegać własne pragnienia i spełniać się na wielu płaszczyznach, a co najważniejsze wsłuchała się w swoje potrzeby. Jakich jeszcze problemów dotykasz w tej powieści?
To prawda, Agata odchodzi z pracy w korporacji i wyjeżdża do małego miasteczka. Nie jest to jednak zasadniczym tematem tej sagi, bo to nie jest taka typowa opowieść eskapistyczna, czyli o ucieczce na prowincję. Ta ucieczka to nie temat, a punkt wyjścia. Tematem jest próba – dokonuje jej Agata, ale też inne bohaterki – zgłębienia swojej osobowości i zmierzenia się z przeszłością. Agata zostaje zaskoczona sytuacją, w której się znalazła – śmiercią matki, której praktycznie nie znała i koniecznością opieki nad przyrodnią, również nieznajomą w tym momencie siostrą, i musi stawić jej czoła. Życie często stawia nas wobec takich niełatwych wyzwań i to jest właśnie w nim w nim piękne i ciekawe. Cały cykl to różne warianty opowieści o tym, jak w ludziach dokonuje się zmiana. Lubię się przyglądać moich bohaterom i sprawdzać, co na nich zadziała – dobro, może jakieś graniczne wydarzenie? Każdy w jakiś sposób tej zmianie ulega. W „Słonecznej przystani” zobaczymy efekty tych zmian, a bohaterki będą musiały dokonać najważniejszych życiowych wyborów. 

Powiedz mi, czy czytelnicy otrzymają odpowiedzi na nurtujące ich pytania? Poprzedni tom zakończyłaś, jak w dobrej powieści akcji.
Wszystko zależy od tego, jakie pytania ich nurtują. No dobrze, nie będę się droczyć - myślę, że czytelnicy będą zadowoleni.

Czytelnicy, a nie czytelniczki? 
No, dobrze – głównie czytelniczki. Nie będę ukrywała, że moje książki przede wszystkim czytają kobiety. I to bardzo dobrze. Jestem kobietą i piszę o kobietach, bo chyba najlepiej zgłębiłam ten temat. Nie dziwi mnie, że i czytelników mam głównie tej płci. Choć oczywiście, nie wyłącznie. Czasami otrzymuję maile od czytelników – panów, którzy sięgnęli po moje książki za sprawą swych partnerek.

Co takiego jest w Twoich książkach, że sięgają po nie kobiety w każdym wieku?
Oto jest pytanie. Nieodmiennie mnie to cieszy. Chciałabym, żeby to klimat książek był tak przyciągający dla czytelniczek. Że odnajdują w nich odpoczynek i bliskie sobie tematy. Ja się staram pisać optymistycznie, choć nie przesładzać swoich opowieści, bo życie jest przecież słodko-gorzkie. Uważam jednak, że codzienność nie raz daje nam przykre prztyczki w nos, więc literatura powinna tu trochę działać jak balsam. Zły dzień - sięgam po książkę, która mnie ukoi. Sama lubię takie przeczytać i na mnie to działa. Sądzę więc, że moje czytelniczki widzą sprawę podobnie.

Masz z nimi świetny kontakt, prawda?
Mam taką nadzieję. Z wieloma czytelniczkami jestem praktycznie w bieżącym kontakcie, otrzymuję mnóstwo maili i wiadomości na FB. Jest mi bardzo miło, gdy ktoś zechce do mnie napisać i podzielić się swoimi wrażeniami z lektury. Mam nadzieję, że nie nadużywam tutaj zaufania, ale pochwalę się, że sama stałam się postacią literacką. Jedna z czytelniczek napisała do mnie, nie spodziewając się odpowiedzi (a ja akurat staram się zawsze odpowiadać), no i potem całą historię tej korespondencji przedstawiła w takim swoim autobiograficznym opowiadaniu, które pozwoliła mi przeczytać. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie.

To fantastyczna historia. Przenikanie się światów: autora i czytelników to chyba najbardziej pozytywny aspekt mediów społecznościowych. Będzie można Cię spotkać na Targach Książki w Warszawie?
Oczywiście. Ja uwielbiam targi i spotkania z czytelnikami. Nigdy się tak nie nagadamy, jak przy takich okazjach. Będę w piątek 19 maja o 16.00 i w sobotę 20 maja o 10.00. Już teraz serdecznie zapraszam.

A ja zapraszam do księgarń, bo twoja saga Czary codzienności dosłownie oczarowała czytelników. Dziękuję za rozmowę.
I ja dziękuję, pozdrawiając czytelników ONA CZYTA!

TOP