sobota, 4 lutego 2017

Prywatnie z... Katarzyną Michalak




Ciągle stawia przed sobą nowe wyzwania, nie ma planu B i tęskni do Miłości przez duże M. Jaka naprawdę jest – autorka najczęściej czytanych powieści - Katarzyna Michalak?


 


Zaskoczyłaś mnie. Kiedy nie mogłam rozmawiać z Tobą w wyznaczonym terminie, bo nagle zachorowało mi dziecko, powiedziałaś "-Spokojnie, zajmij się dzieckiem, bo ono jest najważniejsze na świecie." To nie jest chyba typowa reakcja zapracowanej pisarki, a raczej zatroskanej mamy. Zawsze rodzina jest najważniejsza?


Jestem zaskoczona, że Ty jesteś zaskoczona. (uśmiech) Oczywiście, że dzieci są najważniejsze! Życie, praca, wydawcy, dalsza rodzina, znajomi potrafią dać mi w kość, ale gdy coś się dzieje z moim dzieckiem, rozpadam się na kawałki. Chociaż nie, nim się rozpadnę, najpierw udzielę pierwszej pomocy. Muszę mieć pewność, że przetrwam, razem z synkiem, atak. Dopiero gdy on jest bezpieczny, ja się rozklejam.

A kto wtedy pociesza Kasię Michalak? 

Nikt. Płaczę w samotności. Musi być ze mną naprawdę źle, bym zadzwoniła do Przyjaciół.

Opanowałaś sztukę samoobrony. Myślisz, że każdej kobiecie taka umiejętność jest potrzebna? Żeby mieć w sobie siłę za rodzinę? 

A mamy jakiś wybór? Czasy, gdy "małe kobietki" mogły się oprzeć na silnym męskim ramieniu odeszły bezpowrotnie. Chciałyśmy równouprawnienia, to mamy. A że potajemnie tęsknimy za księciem na białym koniu, który ujarzmiał nasze demony...? Cóż. Na szczęście są książki.

Oj tak, tęsknimy. Ale stawiając obok siebie realnych mężczyzn i fikcyjnych bohaterów same sobie utrudniamy. W życiu szukamy ideałów, a przecież oni nie istnieją. A może jednak?

My same nie jesteśmy idealne, nie możemy więc wymagać, by los obdarował nas idealnym mężczyzną. Życie we dwoje, czy później we troje, czworo... to sztuka kompromisu. Jeżeli nie chcę iść na kompromis, pójdę przez życie samotna. Taką drogę wybrałam. Muszę więc pogodzić się z konsekwencjami tego wyboru. No i polubiłam, oswoiłam samotność. Ale do Miłości przez duże M będę tęskniła do końca życia. Widać tę tęsknotę w moich opowieściach, prawda? Zwłaszcza, że spotkałam paru niesamowitych facetów... 

Daj mi ich numer telefonu! (śmiech) Miłość w Twoich książkach potrafi motywować do zmian, a jednak nie boisz się trudnych tematów. Dlaczego zdecydowałaś się wejść na tak grząski grunt?

Nie znoszę "iść na łatwiznę". Od urodzenia chyba byłam ambitna i uwielbiałam wyzwania. Czułam potrzebę bycia najlepszą, pierwszą. Ale nie po to, by dostawać nagrody - nie byłam nagradzana za osiągnięcia - tylko by w jakiś sposób radzić sobie z ogromnym poczuciem niższości. Byłam - w moim mniemaniu - brzydka i głupia. Dla dziewczynki, a potem dziewczyny to po prostu katastrofa. Co dziwne "taką mnie" rówieśnicy i nauczyciele lubili. Nie mogłam tego zrozumieć. To mi się nie zgadzało. Nie miałam wtedy świadomości, że brak urody nadrabia się na przykład urokiem, serdecznością, niewymuszonym uśmiechem... Rzadko moje bohaterki są piękne, ale zawsze są urocze.

I chyba takie jesteśmy w rzeczywistości. Odbiegamy od propagowanych przez media wzorców. Nie masz wrażenia, że w dzisiejszych czasach jest jeszcze trudniej zbudować poczucie własnej wartości? 

Bardzo, ale to bardzo dużo zależy od rodziców. Nie muszą dziecka rozpieszczać, nie muszą wychowywać go bezstresowo, bo Los stresów mu nie oszczędzi, ale nie mogą zabijać dziecka słowami. Moi synowie byli i są bardzo kochani, wolno im wszystko, oprócz tego, czego nie wolno (śmiech). Gdy zbliżają się do nieprzekraczalnej granicy, z "mamy-do-serca-przytul" zmieniam się w surową, wymagającą szacunku i posłuchu jędzę. Ale dzięki temu wierzą w siebie, wierzą we mnie, znają owe granice i konsekwencje ich łamania.

To bardzo zdrowe podejście! Bycie mamą to zawsze największe wyzwanie stawiane przed kobietą. A powiedz mi, ta Australia to ucieczka, kaprys, spełnienie marzeń czy po prostu etap w życiu?

6in1, czyli ucieczka, kaprys, spełnienie marzeń, życiowy etap, zapewnienie Patrykowi lepszego startu, ale przede wszystkim kolejne zawodowe wyzwanie! I to jakie... Staram się pisać o jasnych stronach tego niesamowitego kraju, ale czasami bywa bardzo ciężko. Samotna mama z paroletnim synkiem, bez przyjaciół, rodziny, czy choćby znajomych, z nie najlepszą znajomością języka od nowa buduje swój mały świat na innym kontynencie... Tak. Bywało nieprawdopodobnie trudno. Zmiana klimatu, zmiana strefy czasowej, bardzo ciężka szkoła językowa, chorujący Patryk, a do tego pilne terminy. Któregoś dnia w szkole ze zmęczenia i poczucia beznadziei po prostu się rozpłakałam. Przy nauczycielce i kolegach! Musiałam być naprawdę śmiertelnie zmęczona... Prawdę mówiąc niewiele pamiętam z poprzedniego pobytu. To moja forma samoobrony: dokonuję niemożliwego (arcytrudny egzamin z języka, zdany po zaledwie sześciu miesiącach nauki) i natychmiast wymazuję koszmarną przeszłość z pamięci. Teraz - w porównaniu z tym co było - jest fajnie.

Ty naprawdę lubisz wyzwania! Jak często słyszysz, że dokonałaś niemożliwego? Szczerze? Mnie by to przerosło. Okazuje się, że nie tylko twoje książki mogą być inspiracją, a Ty sama nią jesteś! 

Bardzo często. (śmiech) Wiesz, ja mam zdumiewającą cechę. Gdy staję przed poważnym problemem, wyzwaniem, czy przypadkiem, "wyłączam"... właściwie nie wiem co, może uczucia?, a na pewno "to mi się nie uda" i konsekwentnie, z pełną determinacją, czasem zupełnie na zimno, realizuję cały plan -  punkt po punkcie. Pamiętaj, że byłam lekarzem, zajmowałam się bezcennymi zwierzętami, nie mogłam pozwolić sobie na panikę i złożenie broni, bo kto by o nie walczył, jeśli nie ja? To nauczyło mnie samodyscypliny. O, nie dawniej jak dziś rozmawiałam o tym z taksówkarzem - mówił mi, że podczas cyklonu, który nas czeka - nie wolno wpadać w panikę. Ale ja w sytuacjach zagrożenia robię się właśnie nienaturalnie spokojna. Potem odreagowuję, rozpadam się i muszę dojść do równowagi, ale dopiero wtedy, gdy wszyscy są bezpieczni. Dzięki temu przeżyłam poprzedni pobyt w Australii: w pewnym momencie "wyłączyłam się" uczuciowo i po prostu zaczęłam walczyć z przeciwnościami, ustanawiać priorytety: najpierw dach nad głową, następnie przedszkole dla dziecka, telefon, łącze internetowe, konto bankowe, i tak dalej. W Polsce był to pikuś, normalne sprawy - w Australii roku 2015 dla Katriny, jak tu jestem nazywana, były to prawdziwe wyzwania. Była to walka o wszystko.

A zawodowo? Czujesz się spełniona czy wciąż masz niedosyt?

Moja ambicja nigdy mi nie odpuści. To, że zdobyłam jeden szczyt, którego kilka lat temu nawet sobie nie wyobrażałam - autorka najczęściej czytanych powieści! - nie znaczy, że teraz osiądę na laurach i zacznę się pławić w samouwielbieniu (śmiech). Zdrowy rozsądek, codzienność i zwykłe życie, jakie prowadzę mi na to nie pozwolą. No i nie chciałabym w wieku 47 lat odcinać kuponów. Jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym robić, tyle szczytów, na które z chęcią się wdrapię...!

Podoba mi się Twoje podejście. Rozumiem wiec, że wiosną zobaczymy kolejny tytuł z etykietą bestseller? A gdyby nagle to się skończyło? Czytelniczki (choć to chyba niemożliwe) odwróciły się i powiedziały: Mamy dość Michalakowej. Masz plan B? 

Nie mam planu B, bo wolę sama odejść, nim "się skończę". Mam za to mnóstwo zainteresowań, które mogę przekuć na kolejny zawód. Grafika, projektowanie okładek..., przywracanie do dawnej świetności staropolskich dworków i pałaców... aranżacja wnętrz i ogrodów... hodowla koni czy róż... wreszcie tłumaczenia powieści z jęz. angielskiego na polski, co już rok temu niesamowicie mnie wciągnęło... Kurczę, życia mi nie wystarczy, by to wszystko zrealizować! Ale na razie pozostanę przy pisarstwie. Kocham to.

I to jest dobra puenta. Róbmy w życiu to, co kochamy! Dziękuję ci bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję za wspaniale spędzony wieczór.

 

Z Katarzyną Michalak rozmawiała Justyna Chaber



 
 
 

 
TOP