sobota, 18 lutego 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka - Ona skazana na pisanie, jej bohaterowie na MIŁOŚĆ.


Agnieszko, przez wiele lat zajmowałaś dyrektorskie stanowiska w międzynarodowych korporacjach i 5 lat temu zamieniłaś to na niepewny rynek książki. Jak zareagowali Twoi bliscy? Czy mąż nie mówił "-Agnieszka, ale kto w Polsce czyta książki?"
To faktycznie było prawie pięć lat temu. Dopiero to sobie uświadomiłam! Moja rodzina od początku mnie wspierała. Wszyscy w domu uważamy, że człowiek powinien żyć w zgodzie ze sobą i robić to, co daje mu satysfakcję. Mój mąż jest osobą mocno stąpającą po ziemi, jest z wykształcenia inżynierem, więc wiedział, że praca literata nie przyniesie mi kokosów, ale od początku mocno we mnie wierzył.
Dla spełniania marzeń warto ryzykować?
Ja nie marzyłam o tym, żeby zostać pisarką. Zawsze pragnęłam być aktorką. (śmiech). To pisanie wyszło jakoś tak samo z siebie. Po rozstaniu z firmą po prostu usiadłam i zaczęłam pisać. Okazało się, że książka mieszkała we mnie od dawna i nadszedł moment, by przelać ją na ekran komputera.
A to ciekawe! Zazwyczaj jest to ziszczenie marzeń młodości.
U mnie to był bardziej powrót do korzeni. Mój tata jest literatem, więc w domu zawsze miałam do czynienia z pracą twórczą. Od małego sama też coś ciągle pisałam. Najpierw wiersze, potem pierwsze kawałki prozy. Właściwe byłam skazana na pisanie.
Ty skazana na pisanie, Twoi bohaterowie na miłość. Mam wrażenie, że dopiero I tom Sagi Bałkańskiej został w pełni doceniony przez czytelników. Recenzje są fantastyczne! Czułaś presję pisząc kontynuację?
Nie wiem, czy to można nazwać presją, ale na pewno nie chciałam, żeby drugi tom okazał się gorszy od pierwszego. Sama sobie podnoszę poprzeczkę. Mam też ostrych i wymagających domowych krytyków - tatę, który patrzy na moje pisanie w sposób fachowy z racji swojego zawodu, mamę - wytrawną czytelniczkę i córkę, która też mi nie odpuszcza. Oni nie pozwalają mi osiąść na laurach.
A jak reagujesz na krytykę? Emocjonalnie czy ze spokojem?
Jestem bardzo otwarta na krytykę, o ile jest konstruktywna. Z ochotą wsłuchuję się w uwagi. Wiem, że moi bliscy są mi bardzo życzliwi, więc przekazują mi uwagi tylko w dobrej wierze. Zaś jeśli chodzi o krytykę innych czytelników, to też jest ona dla mnie bardzo ważna. Poparta argumentacją - jest bezcenna. Jednak tę na zasadzie "nie podoba mi się, bo nie" puszczami mimo uszu.
Jesteś niesamowita. Ja pewnie przekonywałabym do swoich racji, później tupnęła nogą, a dopiero po czasie wróciła z podkulonym ogonem.
Oj, mnie też czasem zdarza się zareagować w taki sposób. Jednak staram się pozytywnie myśleć. I otaczam się osobami, które świat widzą w jasnych barwach. Gdy się ma kontakt z takimi ludźmi, to wszystko jest prostsze.
Agnieszko, a jak opisałabyś swojego czytelnika?
Moim zamierzeniem jest tworzenie literatury środka, czyli dobrze napisanych książek, które będą przynosiły czytelnikowi rozrywkę, ale też dawały do myślenia. Czytelnika wyobrażam sobie jako osobę inteligentną, która nie zadowoli się byle prostą historyjką, kogoś, kto chce pewnej podniety dla wyobraźni. Dlatego, choć moje powieści można zaklasyfikować do literatury obyczajowej, nie staram się zawsze odmalować rzeczywistości w stuprocentowo realistyczny sposób. W moich książkach można znaleźć też elementy poetyki snu, czy pewnej twórczej imaginacji. Ważne jest dla mnie budowanie napięcia, dramatyzm, wywoływanie emocji u czytelnika. Zależy mi też na wypracowaniu dobrego, własnego stylu. Nie chodzi mi tylko o to, żeby snuć jakąś opowieść, ale by to robić w jakościowy sposób.
Losy bohaterów Sagi bałkańskiej są dramatyczne. Osobiste wybory determinuje tocząca się wojna. To rzeczywiście nie jest dobry "czas na miłość". Czy w takim razie można o miłości zapomnieć, zepchnąć ją na drugi plan?
Jak udowadniają moi bohaterowie, Jasmina i Dragan, jest to bardzo trudne. O ile oczywiście uczucie jest prawdziwe i głębokie. Tytuł "Nie czas na miłość" w połączeniu z losami dwojga młodych ludzi jest nieco przewrotny, bo to właśnie miłość jest ich ucieczką od dramatu wojny. Drugi tom "Nie czas na zapomnienie" opowiada nie tylko o tym, jak ogromną siłę ma to uczucie, ale też ukazuje jaką moc mają intuicja oraz pamięć. Bo choć byśmy bardzo chcieli, nie jesteśmy w stanie wyrzucić z pamięci tych, których szczerze kochamy.
Czy w takiej sytuacji możliwe jest szczęśliwe zakończenie?
O, tego to nie zdradzę. Zwłaszcza, że będzie jeszcze trzeci tom.
Powiedz w takim razie, dlaczego akcję osadziłaś na Bałkanach, a nie w Polsce?
Bałkany to kraina bliska memu sercu, bo spędziłam tam kilka lat młodości. Kraina niezwykle barwna, pełna kolorów, smaków i zapachów, ciepłych, życzliwych, czasem trochę szalonych ludzi i przepięknych krajobrazów. Na dodatek to właśnie tam rozegrał się współcześnie jeden z najbardziej krwawych konfliktów, więc jest o czym pisać. A w dzisiejszym świecie, gdy wokół nas narasta coraz więcej nacjonalizmów i agresji, warto przypominać o tych niedawnych dziejach, gdy brat bratu stał się wilkiem.
W kontraście do mocnej fabuły potrafisz pięknie, wręcz poetycko pisać…
Mój tata twierdzi, że w swoich zapędach czasem przesadzam, bo zbytnio poetyzuję, a najważniejsza jest oszczędność słowa, ale cóż mam zrobić, tkwi we mnie poetycka dusza.
Lubię tę Twoją stronę. Tatę serdecznie pozdrawiam, ale nie słuchaj się. (śmiech). Kobiety uwielbiają przystępną poezję.
Może i tak, ale ja bym chciała pisać nie tylko dla kobiet!
To chyba trudne biorąc pod uwagę, że piszesz o miłości.
A co, mężczyźni nie kochają? Poza tym moje powieści pokazują całą gamę ludzkich uczuć, także tych wynikających z ciemnej strony naszej natury. Wiem, że mężczyźni też czytają moje książki i to mnie ogromnie cieszy. Dlatego czasem muszę poskramiać w sobie zbyt rozbuchaną babską czułostkowość.
Myślisz, że czytają, bo znaleźli w zbiorach partnerki czy dlatego, że sami kupili?
Tego nie wiem. Bywa chyba różnie. Ostatnio wielką radość sprawili mi moi bliscy przyjaciele (mężczyźni), bo po pewnym okresie zdystansowania, sięgnęli po moje książki. Najpierw jeden z nich przeczytał pierwszy tom Sagi Bałkańskiej i przekazał mi słowa uznania, a potem inny przysłał mi smsa z informacją, że skończył właśnie "Włoską symfonię" i idealnie trafiłam w jego gust.
Ale czekaj, przyjaźń damsko-męska? Podobno taka nie istnieje.
O przepraszam, ja jak najbardziej wierzę w taką przyjaźń. W życiu często spędzałam więcej czasu właśnie z mężczyznami niż z kobietami i zawsze bardzo lubiłam się z nimi przyjaźnić.
A czy to nie jest tak, jak w twoich książkach, że zawsze jedna ze stron myśli i czuje więcej?
Nie zawsze. Owszem bywają takie relacje, ale czasem obie strony oczekują wyłącznie przyjaźni i pewnych intelektualnych wibracji.
Świetnie to ujęłaś.
Albo jestem naiwna, (śmiech), co też jest możliwe... Zresztą pewien damsko-męski podtekst potrafi dawać miły dreszczyk. A przecież w życiu nie powinno być nudno.
 



Z Agnieszką Walczak-Chojecką rozmawiała Justyna Chaber
TOP