piątek, 4 listopada 2016

ONA CZYTA i poleca w listopadzie


Jesienna aura sprzyja czytaniu. Gorąca herbata, przytulny koc i przytłumione światło tworzą niepowtarzalną atmosferę. Mam dla Was propozycję pięciu książek, które wybrałam spośród nowości wydawniczych. A co Wy możecie polecić?




Pierwszą pozycją jest szalenie zabawna powieść Olgi Rudnickiej. Czytając Granat poproszę kilkakrotnie nie potrafiłam pohamować śmiechu, a wierzcie mi, był to głośny rechot! Choć uśmiech jest częstym zjawiskiem podczas lektury, to głośny śmiech zdarza mi się rzadko. Granat poproszę to lecznicza dawka endorfin. Śmiejąc się z głównej  bohaterki czułam się, jakbym śmiała się z siebie. Mamy tyle cech wspólnych! Za niska, za gruba, ale za to z dystansem do siebie i świata. Słowny i sytuacyjny humor Rudnickiej kładzie mnie na łopatki. Główną bohaterką jest Emilia Przecinek, która przecinki stawia w swoich powieściach. Ona pisze romanse, jej mąż z kolei ich doświadcza, o czym raczył żonę poinformować telefonicznie. Sytuacja komplikuje się, gdy pojawia się trup. No trup to w kryminale musi być. Rudnicka, jak zawsze na wesoło. Chcecie się śmiać? Bierzcie. 
Ps. Nie cierpię okładek książek Rudnickiej. Treść kocham. 




Socha fantastycznie łączy humor, ironię i kobiece problemy.  Wycieczkę "last minute", którą zafundowała sobie główna bohaterka można śmiało nazwać rewolucyjną, bowiem oprócz szalonych wspomnień z wakacji przywozi tytułowe dziecko. Można uznać, że pierwsze oznaki menopauzy poszły na urlop. Ciąża u czterdziestosześcioletniej kobiety? Reakcja matki, męża, który mężem nie jest, dorosłej już córki i przyszłego tatusia to szereg skomplikowanych wypadkowych będących katalizatorami do rozważań nad rodziną. Prześmiewczy charakter prozy Sochy wydobywa na wierzch wszystkie skazy współczesnego społeczeństwa i ludzkich charakterów. Dziecko last minute to hormonalny wulkan, który w każdej chwili może wybuchnąć. Socha mistrzynią słodko-gorzkich historii.



Autobiograficzna historia lekarza, który po usłyszeniu diagnozy spisuje swoją drogę. Książka o ideałach, pasji, wierze i walce. Niezwykle poruszająca, ale nie jest to komercyjny "wyciskacz łez". W powieści możemy przeczytać, że "język ma niemalże nadnaturalną moc – istniejąc wśród ludzi, łączy we wspólnotę nasze mózgi, chronione przez grube czaszki. Słowo nabiera znaczenia dopiero między ludźmi, a sens życia – jego cnota – ma coś wspólnego z głębią tworzonych przez nas związków. To relacje między ludźmi nadają życiu sens." Paul swoim zachowaniem, motywacją i życiem dał temu przykład. Ta książka jest tak cholernie autentyczna, nie tylko w historii, ale i przekazie, że wrzyna się myśli i cały czas je pobudza. Mam wrażenie, że jej lektura wpłynęła na mnie. Uświadomiła mi, że muszę jeszcze bardziej "żyć" i "być". Paradoksalnie jest to powieść o odchodzeniu w zgodzie z samym sobą, a ja widzę w niej życie. Polecą łzy, ale będą to budujące łzy. 




Już pewnie Wam wspominałam, że dla mnie Behawiorysta to najlepsza książka Mroza. Odważna, kontrowersyjna, rzucająca rękawicę czytelnikowi. To gra na moralności, przepychanka między większym, a mniejszym złem. Behawiorysta to duży kaliber. Można czuć zniesmaczenie, można zastanawiać się nad poczytalnością autora, wreszcie można się zachwycić. Ciągłe napięcie, wyczekiwanie śmierci, dociekanie motywów..., a to wszystko w towarzystwie behawiorysty i kompozytora, który urządza krwawy koncert. Zamachowiec zajmuje przedszkole, grożąc, że zabije wychowawców i dzieci. Nikt nie wie, dlaczego wziął zakładników, ani co zamierza osiągnąć. Sytuację komplikuje fakt, że transmisja na żywo z przedszkola pojawia się w internecie. Policja prosi o pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby. Edling jest specjalistą od kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Rozpoczyna się gra między ścigającym a ściganym, w której tak naprawdę nie wiadomo, kto jest kim. To naprawdę mocny tytuł.




To szalenie przyjemna, wciągająca i pozytywnie nastrajającą powieść. Kobieca, delikatna i zaskakująca! Kiedy brałam ją do ręki, wiedziałam że będzie to powieść obyczajowa podszyta romansem. Tymczasem, otrzymałam sporą dawkę życia ze wszystkimi jego odcieniami. Edyta Świętek, nawet gdy pisze o wydarzeniach tragicznych to w niezwykle lekki sposób. Od negatywnych emocji bardzo szybko przechodzi do działania, ukierunkowując bohaterów do pozytywne aspekty. Edyta Świętek nie ustrzegła się pewnej powtarzalności głównych założeń fabuły, które niewątpliwie zauważą wprawione czytelniczki, ale tę powieść rozświetlają bohaterowie. Miód na serce wyciąga rękę do strapionych serc. Daje nadzieję na spełnienie marzeń. Nie zawsze tak, jak sobie ustaliliśmy, ale koniec końców przynosząc pocieszenie i szczere uczucia. 

Na nieprzeczytane.pl im większy bestseller, tym taniej. Najlepsza księgarnia ever. 

TOP