wtorek, 8 listopada 2016

Kobiety czują i knują, zaś mężczyźni robią i walą po gębie. Wywiad z Martą Obuch.


Marta Obuch - autorka komedii kryminalnych, poetka, fotograf, dziennikarka. Autorka skończyła szkołę wojskową, polonistykę i fotografię. Ceni sobie humor Joanny Chmielewskiej, dlatego poszła w jej ślady. Twórczość Marty Obuch znalazła wielu czytelników ze względu na lekką fabułę i postacie, które wplątują się w najrozmaitsze afery kryminalne. Mieszka w Katowicach, gdzie tworzy, a w wolnym czasie prowadzi własną firmę fotograficzną i prowadzi szkolenia z zakresu kreatywnego pisania. Kocha gotować i oglądać dobre filmy.


Na dniach, 9. listopada, nakładem Wydawnictwa Filia ukaże się Twoja siódma powieść. Wierzysz w numerologię (szczęśliwa siódemka) czy może każde Twoje "powieściowe dziecko" kopiesz w tyłek na szczęście i wysyłasz do ludzi z wiarą, że wybuchną śmiechem? 
Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale trafiłaś w… dziesiątkę. Wierzę w numerologię, choć może będzie trafniej, jeśli powiem, że w cyfrach widzę odbijający się świat – wiedziano o tym już w starożytności, Pitagoras to był łebski facet. A że nieodmiennie fascynuje mnie poznanie, wszelakie, to gmeram sobie na własny użytek w cyferkach. Czasem uda się coś z nich wyczytać, czasem nie, ale zabawa jest przednia. Oczywiście sprawdziłam, co wynika z daty premiery mojej nowej komedii – składa się ona na cyfrę dwa. I bardzo mnie to cieszy, bo dwójka to energia kobieca, a ja przede wszystkim piszę dla kobiet.

A wspomniana siódemka?
Widzisz, z siódemką jest akurat odwrotnie, to nie jest szczęśliwa cyfra, ale cyfra graniczna. Może oznaczać życie, ale częściej znaczy coś wręcz przeciwnego – tyle że człowiek może zdecydować, jak ją widzi i jak wykorzysta ten potencjał. A ja wysyłam ,,Francuskiego pieska” w świat rzeczywiście z wiarą. Książki są dla mnie ważne i wierzę w swój koloryt wewnętrzny, bo po co strzelać gola do własnej bramki i nie wierzyć? Jednocześnie każdej premierze towarzyszy również i lekka niepewność, co jest o tyle dobre, że to swojego rodzaju zabezpieczenie przed bufonadą. Bufonada nie rozwija, więc puszczam tej niepewności oko. Tak ma być.

Z licznych recenzji wynika, że potrafisz bawić do łez. Taka też jesteś na co dzień? Inteligentna, zabawna i ...wyszczekana? 
Mogę tylko powiedzieć, co myślę sama o sobie, a odbiór innych to już zupełnie inna kwestia. Tak, uważam się za osobę z poczuciem humoru. Tyle że poczucie humoru jest mylone z temperamentem, a to po prostu kategoria intelektualna. Można mieć poczucie humoru, ale cały czas nie chichotać. I tak jest chyba ze mną. Dużo widzę, a na co dzień jestem chyba raczej wyważona. Różna. Więcej dostrzegają tylko najbliższe osoby…

Na Twojej stronie internetowej możemy wyczytać, że kobiety czują i knują, zaś mężczyźni robią i walą po gębie. Ale Ty chyba lubisz ludzi? 
To rewelacyjnie brzmi, prawda? Ten slogan. Lubię ludzi. Człowiek od razu jawi się jako osoba otwarta. Tyle że ja z pewnością nie mogę powiedzieć jednego: że nie lubię ludzi. A czy ich lubię? Zależy kogo i pomimo czego. Nie kocham wszystkich, jak leci, to by było wręcz niezdrowe. Jednych lubię, innych mniej, niektórzy mnie przerażają, jeszcze inni dodają mi tyle energii, że chce się żyć, jednak nieodmiennie LUDZIE MNIE CIEKAWIĄ. Zawsze. Moja międzyludzka optyka to plusy, lecz mam już niebolesną świadomość, że może zdarzyć się i minus. To się chyba nazywa realizm z opcją optymistyczną. Polecam. Wiele ułatwia.

Za gotowaniem też podobno przepadasz? Kuchnia francuska i przestępcy to może być wyborne połączenie... Czy to właśnie kulinaria zainspirowały Cię do napisania „Francuskiego pieska”?
Pośrednio tak. Miałam wielką ochotę spróbować francuskich potraw, zajrzeć pod pokrywkę, poczuć nowe zapachy. Kuchnia i gotowanie to dla mnie jedna z największych, życiowych przyjemności. Książkę pisałam latem, wokół wszystko pachniało, więc przeniosłam do powieści również moją fascynację ogrodami. Dlatego zawadiacka Zuza i stateczna Misia zmieniają ciasne M-3 w osiedlowym betonowisku na własny dom z ogrodem, gdzie pośród zieleni błyskają kolorami kwiaty, gdzie pachną gruszki, gdzie się odpoczywa i wystawia nos do słońca. I to jest scenografia historii z trupem w tle, a muszę zdradzić, że trup również wpisuje się w kulinaria, bo moje bohaterki obchodzą się z nim dość oryginalnie…

Twoja powieść reklamowana jest hasłem Komedia kryminalna Marty Obuch to obowiązkowy punkt każdego dobrego menu. Mniam! Rozumiem, że mamy nastawać się na pikantną kuchnię? Tfu… literaturę? 
Jak najbardziej! Zapraszam do stołu. Mam nadzieję, że będzie Wam smakowało…  
TOP