sobota, 30 kwietnia 2016

Wywiad z Magdaleną Witkiewicz

Fot. Lidia Szarna
Magdalena Witkiewicz kieruje się zasadą „jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”. Sprawdza się to i w życiu i w pracy, dlatego każda jej książka ląduje na szczytach list bestsellerów. W rozmowie z autorką „Cześć, co słychać” o nocnych powrotach do domu, sztuce wyborów i o tym, że czterdzieści lat to kolejny oddech.


Redakcja: Główną bohaterkę Twojej najnowszej powieści „Cześć, co słychać?” znużyła codzienność. Fajne, ale przewidywalne życie to chyba częsta przypadłość. Masz jakieś rady dla trzydziestolatki? Jak nie zgubić “siebie” w biegu między codziennymi przeszkodami?
Magdalena Witkiewicz: Nie mam ogólnej recepty dla trzydziestolatek. Pamiętam siebie dziesięć lat temu. Właśnie wyszłam za mąż, urodziłam córkę, zaczęłam pisać książki, skończyłam studia podyplomowe… Matko, to był dopiero przełom!!! Czy z perspektywy czasu coś bym zmieniła? Może trochę. Bardziej bym się cieszyła macierzyństwem, bo te dzieci tak szybko rosną! (zabrzmiało starą matroną) A jak się nie pogubić? Biegać szybciej i czasem pobyć samemu ze sobą. Chociaż na dziesięć minut dziennie. I myśleć pozytywnie!

Zrozumiałaś to teraz, po czterdziestce, czy zawsze kierowałaś się zasadą zdrowego egoizmu?
No halo, halo, jeszcze nie „po czterdziestce”! Chciałabym zawsze kierować się zasadą zdrowego egoizmu. Ja bardziej kieruję się zasadą „jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”. Staram się znaleźć we wszystkim pozytywy. Chyba jednak zupełnie niedawno się tego nauczyłam. Może też dzięki swoim własnym książkom? Teraz dociera do mnie coraz częściej ile rzeczy mogę robić, tu i teraz, takich o których zawsze marzyłam. Przykłady? Proszę! Zawsze chciałam się nauczyć malować, lepić z gliny… Nie było czasu. Moja córka to uwielbia, zapisałyśmy się na warsztaty plastyczne. Zawsze bardzo lubiłam grać w karty i gry planszowe. Niestety miałam pecha do moich absztyfikantów, bo żaden z nich tego nie lubił (z moim mężem na czele) – teraz moje dzieci ogrywają mnie w makao, carcassone, czekam jak ich nauczę grać w kanastę, a potem wspólnie nauczymy się grać w brydża. Cudnie, prawda? Staram się cieszyć tym, co jest. Czasem w nocy wracam ze spotkań autorskich, pędzę samochodem i słucham muzyki z lat osiemdziesiątych. Tylko w samochodzie jej słucham! I kiedyś sobie pomyślałam, że za te czterdzieści lat, gdy już nie będę jeździła na spotkania autorskie te „voyage, voyage”, „Forever Young” zawsze będzie mi się kojarzyło z nocnymi powrotami do domu. Piękne, prawda?

W powieści możemy wyczytać, że “w połowie życia ludzie są zdolni do najbardziej zaskakujących posunięć.” Dlaczego właśnie wtedy? Mam trzydzieści lat, tysiące obowiązków i powinności, szczerz mówiąc z utęsknieniem wyczekuję odrobiny spokoju.
Tak mówią mądre psychologiczne książki. Moim zdaniem jest kilka przełomów w życiu człowieka. Dla kobiety z pewnością taki przełom jest w momencie, gdy urodzi dziecko. Ja zaczęłam pisać, wiele z moich koleżanek założyło swoje własne firmy. Jakbyśmy wtedy brały drugi oddech. Czterdzieści lat to chyba kolejny oddech! Ale wiesz. Czterdzieści lat, to już stabilizacja. Dzieci odchowane, mąż – gdy jest to już od dawna, gdy nie ma, to pewnie stres, że nie ma, ostatni dzwonek na dziecko… I chyba dlatego. Zaczynamy się nudzić i motyli nam się zachciewa.

Wiem, że zaczęłaś zwracać większą uwagę na swoje zdrowie. Czy to Twój sposób na przełamanie granicy “połowy życia”?
Kiedyś rozmawiałam z moją koleżanką. Również prawie czterdziestoletnią. Ma trenera personalnego i on jej powiedział fajne słowa. „Słuchaj, w tym wieku to się nie ćwiczy po to, byś biegała maratony. W tym wieku ćwiczysz, byś za pięć lat mogła podbiec pięć metrów do autobusu”. Chyba coś w tym jest. A zdrowie jest ważne. Zdrowie bezpośrednio ma wpływ na jakość życia. I najgorsze jest to, że o to zdrowie dbamy w każdej sekundzie naszego życia. Ja się jeszcze tego uczę i robię mnóstwo błędów. Ale staram się. Przy pięćdziesiątce będę ekspertem!

Wróćmy do powieści. Dwiema grubymi liniami podkreśliłam zdanie “każda kobieta powinna mieć prawo o sobie decydować”. Nie masz wrażenia, że ta wolność jest tylko pozorna? Z każdej strony nakazy, zakazy, powinności. Te, które płyną z zewnątrz i te, które nadajemy same sobie.
Wolność jest pozorna. Zawsze jest mąż, który kręci nosem na wyjazd do Wietnamu, zawsze są dzieci, które mówią „mama nie wyjeżdżaj”. Trzeba sobie i innym dokładnie wytłumaczyć pewne sprawy. Jesteśmy w szponach korporacji zwanej życiem. O tym też pisałam. Naprawdę trudno się czasem odnaleźć w tym wszystkim. Trzeba ustawić sobie priorytety, choć czasem ciężko. O tym, że życie to „cholerna sztuka kompromisów”, też pisałam. Chyba w książce masz odpowiedź!

Skończmy ten wywiad powiewem optymizmu. Czego pozytywnego mogę oczekiwać, jako czterdziestolatka?
Ha! Tego, że z każdym rokiem jest coraz lepiej, że już wszystko wypada, dziecko już starsze, idzie się z nim dogadać zupełnie dobrze, możecie razem spędzać czas, tak byś i ty była bardzo zadowolona i szczęśliwa. Tak sobie myślę, że teraz nie jestem już młodą niedoświadczoną siksą, ale jeszcze nie jestem stara. I oby tak zostało!
TOP