środa, 27 kwietnia 2016

Wywiad z Lilianą Fabisińską

Najka Photography

Liliana Fabisińska ceni spotkania twarzą w twarz i picie razem kawy. W najnowszej powieści "Sanatorium pod Zegarem" zadaje kłam stereotypom i przełamuje niejedno tabu, rozśmieszając przy tym do łez.

1) Czytelniczki znają cię z powieści dotyczących ważnych społecznie tematów. Czy najnowsza książka także zalicza się do tej grupy?
“Córeczka” i “Śnieżynki” były książkami śmiertelnie poważnymi. Pisanie ich wiele mnie kosztowało emocjonalnie, wchodziłam głęboko w ciemne myśli bohaterów... Kolejna książka, do której bardzo powoli się szykuję, będzie jeszcze poważniejsza, sięgająca w rewiry, których istnienie powoduje u mnie zimne dreszcze. Ale to za rok, może dwa... Robię notatki, rozmawiam z ludźmi... A w międzyczasie poczułam potrzebę napisania czegoś nieco lżejszego, trochę zwariowanego... Co nie znaczy absolutnie, że w tej książce nie ma tematów bardzo ważnych i poważnych! I często przemilczanych. Nie chcę mówić tutaj za dużo, żeby nie zdradzić zakończenia książki i tego, co wydarzy się w kolejnych tomach...



2) Kolejnych tomach? Czy to oznacza, że “Sanatorium pod Zegarem” będzie miało ciąg dalszy?
Ta książka to pierwsza część trylogii, serii “Jak pies z kotem”. Już niedługo, prawdopodobnie bardzo późnym latem lub bardzo wczesną jesienią, ukaże się “Weranda na Czarcim Cyplu”. Drugi tom, rozgrywający się w Helu. Właśnie wróciłam z kolejnej podróży do tego cudownego miasteczka, po kilku dniach bardzo owocnych “badań terenowych” i po wspaniałych rozmowach z kobietami, które mieszkają tam od bardzo bardzo dawna. Opowiedziały mi tyle historii, że mogłabym napisać 30-tomową sagę, a nie jedną książkę! Oczywiście bohaterkami „Werandy” znów będą Nina i Natalia. Każdą z tych książek w serii “Jak pies z kotem” można będzie czytać osobno, każda będzie kompletna i czytelna w pojedynkę... ale przeczytane razem, w kolejności powstawania, przyniosą dodatkową pewną opowieść, rozłożoną na trzy tomy, i odsłaniającą się stopniowo, krok po kroku...

3) Wróćmy do “Sanatorium pod Zegarem”. Jakich emocji mogą oczekiwać czytelniczki po tej książce?
Na razie czekam jeszcze – jak zwykle, z drżeniem serca – na pierwsze recenzje. Bardzo jestem ciekawa, jakie emocje książka tak naprawdę wywoła, jakie struny poruszy... Nie zawsze umiem to przewidzieć. Kiedy pisałam “Z jednej gliny”, wydawało mi się, że jest to wesoła, zwariowana książka. Do chwili, gdy dostałam maila: “Płakałam przez całą noc. To najbardziej dramatyczna opowieść, jaką przeczytałam”. A więc, może i teraz jest zupełnie inaczej niż mi się zdaje? Ale mam nadzieję, że ta książka jednocześnie i śmieszy i skłania do refleksji nad paroma poważnymi sprawami.

4) Z okładki możemy wyczytać, że "Ta powieść zadaje kłam stereotypom i przełamuje niejedno tabu. Ani pogodna staruszka, ani zimna bizneswoman nie są takie, jak się wszystkim wydaje." Myślisz, że w życiu zbyt łatwo przychodzi nam nadawanie łatek? Ocenianie po pozorach?
Zdecydowanie tak! Bardzo łatwo kategoryzujemy ludzi, oceniamy powierzchownie... Rudy czyli wredny. Blondynka czyli głupia. Gruby czyli leniwy. Bogaty czyli oszust. Itd. itp. Ja postanowiłam pokazać moje bohaterki trochę “na odwrót”. Starsza pani w “Sanatorium” jest przebojowa, ruchliwa, zabawna, ma apetyt na życie (i na seks!), nie boi się ryzykować, jeździ samochodem jak pirat, a umysł ma ostry jak brzytwa. Druga z kobiet, młodsza od niej o prawie 50 lat, porusza się z trudem, jest bierna i strachliwa... Nawet imię ta młoda ma stare, a stara – młode. Zupełnie jakby ktoś im pomylił metryki. Wiek jest jedną z najłatwiej przylepianych “łatek”. Trochę sami sobie strzelamy tym w plecy, bo z jednej strony mamy ten ogromny kult młodości, na portalach randkowych kobiety powyżej trzydziestki nie mają szans nawet u sześćdziesięciolatków...Aktorzy usuwają z Wikipedii swoje daty urodzenia, żeby nie trafić do szufladki z napisem “starzy i niepotrzebni”... a z drugiej strony społeczeństwo starzeje się w błyskawicznym tempie. Uwielbiam hasło “Old is the new black”. Bycie po sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce nie jest już czymś niestosownym. Emeryci nie siedzą dziś w domach, oglądając z wypiekami na twarzy wenezuelskie seriale. Oni ruszają w podróże po świecie, przeprowadzają się, biorą śluby, zakładają firmy... W mojej książce to starsza pani popycha akcję do przodu. Bardzo ją lubię i mam nadzieję, że kiedyś też będę taką szaloną staruszką.

5) Mówi się, że jeżeli w dzisiejszych czasach nie ma cię na Facebooku to nie istniejesz. Liliana Fabisińska co prawda jest, ale sporadycznie. Czujesz, że w ten sposób coś tracisz, czy wręcz przeciwnie, zyskujesz?

Mam wrażenie, że jednak zyskuję znacznie więcej niż tracę. Przede wszystkim, zyskuję czas! Facebook jest bezlitosnym pożeraczem czasu... a ja i tak mam go za mało! Poza tym ja naprawdę cenię spotkania twarzą w twarz, picie razem kawy, śmianie się do łez... Oczywiście, są osoby, z którymi spotkać się na tę kawę jest dość trudno, choćby dlatego, że mieszkają bardzo daleko... Z nimi rozmawiam w tym prywatnym małym okieneczku w rogu facebooka... Bo nie mam żadnej potrzeby ogłaszania publicznie, co dzisiaj zjadłam, z kim się spotkałam....
Słowo ‘prywatność’ ma dla mnie duże znaczenie. Przeraża mnie to, co robią niektórzy moi znajomi, pokazując swoje dzieci, mieszkania, niemalże wrzucając na tablicę swoje PIT-y...  Publikują intymne fotografie, cytują bardzo intymne dialogi... A ja zaraz myślę o wszystkim, co może ich spotkać, o ludziach, którzy poławiają w sieci takie informacje i potem robią z nich przerażający użytek… Policja zna mnóstwo takich historii… ja też zetknęłam się już z kilkoma osobiście, w naprawdę bliskim otoczeniu.

6) Czy jednak dla autora unikanie obecności w sieci nie oznacza automatycznie mniejszych szans na sukces?
Oczywiście, słyszałam wielokrotnie, że powinnam być aktywniejsza na Facebooku, bo dzięki temu mogę ‘monetaryzować kontent’ – czyli przyciągać czytelników i zarabiać duże pieniądze. Jestem chyba mentalnie znacznie starsza niż wynika z mojej daty urodzenia, ale głęboko wierzę, że na sukces pisarza ma pracować jego książka. Pisarz jest od pisania, a więc to na napisaniu powieści, dopieszczeniu jej, przeczytaniu 20 razy przed drukiem, staram się skupić... a nie na pokazywaniu w sieci kolejnych scenek rodzajowych z własnego życia.
Istnieją, oczywiście, pisarze, którzy z powodzeniem godzą niemal nieustanną obecność na Facebooku z tworzeniem świetnych książek… Skupiają wokół siebie rzesze czytelników (może należy ich nazwać nawet fanami?), codziennie odwiedzających ich strony… I czują się doskonale z tym, co ja nazywam ekshibicjonizmem, a oni uchylaniem rąbka prywatności. Każdy robi to, co czuje… co jest dla niego naturalne… Dla mnie osobiście jednak ten dzisiejszy popkulturowy trend, zgodnie z którym pisarka ma być przyjaciółką czytelniczek i dawać im poczucie, że wpuszcza je do swojego intymnego świata, że jedzą z nią śniadania i kolacje, oraz wspólnie wychowują jej dzieci, naprawdę jest kompletnie obcy i niezrozumiały. Wpuszczam czytelników do świata, który dla nich tworzę, wkładając w to całe serce, wiedzę, czas, umiejętności... Zapraszam ich tam gorąco. A mój prywatny świat pozostaje tylko mój...

7) A tak między nami kobietami, kiedy ostatnio pozwoliłaś sobie na błogie lenistwo, śniadanie w łóżku i zdrowy egoizm? Może praktykujesz go codziennie?

Ha ha, marzenia! Jedyne chwile błogiego leniuchowania to te, kiedy o pierwszej albo drugiej w nocy leżę w wannie i czytam Newsweek albo Politykę. Chociaż ciśnienie przy ich czytaniu raczej się podnosi niż spada. Poza tym wolnego czasu w zasadzie nie mam... Od dziesięciu lat nie wyjechałam nawet na weekend bez komputera. A w moim łóżku ostatnio śpi ośmiotygodniowy hiperaktywny szczeniak z ząbkami jak igły i pazurami jak małe gwoździki, więc jakiekolwiek śniadania i lenistwo w pościeli są absolutnie wykluczone. O, widzisz, ja mam jednak obsesję prywatności. Już się zastanawiam, czy przyznanie się w sieci do tego, że mam psa, to nie jest przypadkiem za dużo... i czy nie należałoby tego wykreślić. Lepiej kończmy ten wywiad, bo zaraz wykasuję połowę tego, co powiedziałam!



Źródło: http://www.empik.com/wywiad-z-liliana-fabisinska-wywiady-empikultura,98970,a
TOP